
Gatunek ludzki przetrwał tysiące lat bez podgrzewacza do butelek. A Ty czujesz się gorszą matką, bo go nie masz.
Jeśli kiedykolwiek stałaś w trzecim trymestrze przed półką z akcesoriami niemowlęcymi, zastanawiając się, czy bez elektrycznego sterylizatora Twoje dziecko przeżyje w świecie pełnym zarazków — ten tekst jest dla Ciebie.
Ten tekst powstał na podstawie odcinka podcastu Wioskast. Posłuchaj całej rozmowy z Aleksandrą Kozerą na Spotify — a jeśli chcesz gotową listę rzeczy, których naprawdę nie potrzebujesz w ramach wyprawki, pobierz ją tutaj.
Samotność jako biznesplan
Nigdy w historii matki nie były tak dobrze wyedukowane. I nigdy nie czuły się tak źle. Czytamy książki o rozwoju mózgu dziecka. Śledzimy najnowsze badania o przywiązaniu. Znamy teorię Bowlby’ego, wiemy, czym jest responsywność, potrafimy wyjaśnić, dlaczego kary nie działają. Mamy dostęp do wiedzy, o jakiej nasze babcie nie marzyły.
A jednocześnie żyjemy w kulturze, która nas wyizolowała. Jesteśmy same — ze sobą, z dzieckiem i z algorytmem, który podsuwa nam kolejne konto pokazujące, jak wygląda „idealne” macierzyństwo. Nigdy jak to nasze, prawda?
I właśnie w tym przecięciu — ogromnej wiedzy i ogromnej samotności — rodzi się poczucie, że nie wystarczamy.
Bo wiemy, że dziecko potrzebuje jakościowego czasu. Więc kiedy ono ogląda bajkę, a my w tym czasie robimy obiad jedną ręką, czujemy się źle. Nie dlatego, że jesteśmy niewyedukowane. Właśnie dlatego, że jesteśmy wyedukowane. Wiemy przecież, „jak powinno być” — przecież wspólne robienie obiadu mogło się przerodzić we wspaniałą zabawę sensoryczną. U nas znowu się tak nie stało.
Te kompetencje, które miały nam pomóc, paradoksalnie nas przytłaczają. A w tę szczelinę — między wiedzą a rzeczywistością — wchodzi przemysł z przekazem: „Kup, a poczujesz się lepiej. Kup, a będziesz dobrą matką.”
Archetyp matki polki spotyka kapitalizm
W najnowszym odcinku Wioskastu Aleksandra Kozera mówi wprost: macierzyństwo w Polsce to pływanie po oceanie poczucia winy. Odbijamy się od jednego brzegu do drugiego — albo że nie realizujemy siebie, albo że za mało bawimy się z dziećmi, albo że dajemy dzieciom za dużo glutenu, albo że organizujemy za mało zajęć dodatkowych, albo że za dużo zajęć dodatkowych…
I w tę winę idealnie wchodzi trend, który w Polsce nazywamy „rodzicielstwem bliskości”, choć tak naprawdę jest mieszanką dwóch różnych rzeczy.
Attachment parenting (rodzicielstwo oparte na przywiązaniu) ma solidne podstawy naukowe — wyrasta z teorii przywiązania Johna Bowlby’ego i dekad badań. Mówi o tym, żeby dawać dziecku bliskość, responsywność, bezpieczeństwo emocjonalne.
Gentle parenting to coś innego. To trend stworzony przez anglojęzycznych influencerów, który zakłada, że każda prośba wymaga wyjaśnienia, każda granica — negocjacji, a każda próba wpłynięcia na zachowanie dziecka jest formą kontroli.
W Polsce te dwa nurty zlały się w jedno — i stworzyły standard niemożliwy do spełnienia. Trend rodzicielstwa bliskości trafił na niesamowicie podatny grunt archetypu Matki Polki. Kobiety, która daje z siebie wszystko i jeszcze trochę więcej.
Lista rzeczy, których nie potrzebujesz
Średni koszt wyprawki dla noworodka w Polsce to około 10 000 złotych. Pierwsze pięć lat życia dziecka — około 240 000 złotych. A spora część tych wydatków to produkty, które będą zbierać kurz w szafie.
Aleksandra wymienia m.in.
Łóżeczko — najczęściej służy jako miejsce do odkładania rzeczy.
Podgrzewacz do butelek — garnek z wodą działa tak samo od tysięcy lat.
Termometr do kąpieli — Twój łokieć jest darmowy, zawsze pod ręką i testowany przez pokolenia.
Aplikacje „edukacyjne” dla dzieci poniżej 5 lat — badania z Cincinnati Children's Hospital pokazują, że wysoki czas ekranowy w tym wieku wiąże się z niedorozwojem obszarów mózgu odpowiedzialnych za język, pamięć i empatię. Dzieci do piątego roku życia potrzebują relacji, zabawy sensorycznej i obecności dorosłego. Nie ekranu.
(Czy to znaczy, że nasze dzieci ekranów nie używają? Używają. Bo czasem potrzebujemy chwili dla siebie. I nie musimy się z tego nikomu tłumaczyć. Ale aplikacja, która obiecuje, że nauczy dwulatka angielskiego? To nie edukacja. To monetyzacja lęku.)
Gdyby matki czuły się wystarczająco dobre
Aleksandra mówi w podcaście coś, co warto powtórzyć: „Gdyby matki czuły się wystarczająco dobre, bardzo dużo firm straciłoby dochód.”
Miliardowy przemysł wyprawkowy operuje na naszym poczuciu bycia niedostatecznie dobrą. Każda reklama trafia w miejsce, gdzie czujemy się niepewnie. Każdy produkt obiecuje, że załata tę dziurę.
Ale dziury nie da się załatać zakupami.
Da się ją załatać wspólnotą. Rozmową z koleżanką, która już ma dziecko i powie wprost, co było zbędne. Prośbą o pomoc, nawet jeśli jest niezręczna. Odpuszczeniem perfekcji. I może — tylko może — uznaniem, że jeśli Twoja babcia wychowała dzieci bez tej dizajnerskiej kołyski za 3000 złotych, to Ty też dasz radę.
Tekst powstał na podstawie odcinka podcastu „Wioskast" z Aleksandrą Kozerą. Cały odcinek znajdziesz na Spotify.
Przypisy
-
Chrzan-Dętkoś, M. — badania Uniwersytetu Gdańskiego w ramach projektu „Przystanek MAMA” dotyczące depresji poporodowej w Polsce (2022)
-
Weeks, A.C., Ruppanner, L. — „A typology of US parents' mental loads: Core and episodic cognitive labor”, Journal of Marriage and Family (2024)
-
Hutton, J. i in. — badania Cincinnati Children's Hospital dotyczące wpływu czasu ekranowego na rozwój mózgu dzieci, Scientific Reports (2022)
-
Picodi.com — raport „Koszt wyprawki dla noworodka” (2024)
-
Raport JAMA Pediatrics — związek czasu ekranowego u roczniaka z opóźnieniami rozwojowymi (2023)
